Diagnoza ADHD i spektrum autyzmu może ułatwić bardziej świadome wyjście z wypalenia zawodowego
10 luty 2025
Wywiad z Anną
Anna została w dorosłym życiu zdiagnozowana z ADHD i spektrum autyzmu, a do tego na swojej drodze zawodowej miała także do czynienia z wypaleniem zawodowym.
Czy to wszystko ma ze sobą jakiś związek?
Czy cechy ADHD i spektrum mogą w pewien sposób zwiększać podatność zawodowego wypalenia się?
Poznajcie historię Ani, która pracując w firmie opracowującej aplikację do dbania o zdrowie psychiczne, sama nabawiła się wypalenia zawodowego. Dowiedzcie się, jak przyczyniły się do tego wykryte w dorosłym wieku ADHD i spektrum autyzmu, jakie wsparcie otrzymała i co zmieniła w swoje pracy, żeby czerpaą satysfakcję z życia.

Poznajmy się
Anna zajmuje się profesjonalnie:
- działaniami akademickimi
- projektowaniem i badaniem interakcji w rozwiązaniach wspierających diagnozę lub funkcjonowanie psychiczne osób w spektrum (aplikacje edukacyjne)
- poradnictwem psychologicznym i wspieraniem osób neuroróżnorodnych
- wspieraniem neuroróżnorodności w miejscu pracy
- diagnozowaniem ADHD i spektrum autyzmu u osób dorosłych.
Jak to się stało, że zostałaś zdiagnozowana?
Diagnoza to była ciekawa sprawa, bo ja od pierwszego roku studiów pracowałam z dziećmi autystycznymi. I zawsze mnie ta praca bardzo satysfakcjonowała, dlatego zajęłam się spektrum autyzmu zawodowo. Przez parę lat współtworzyłam technologię na tablety wykrywającą wczesne objawy autyzmu u dzieci, ponieważ często diagnoza jest stawiana za późno. W żadnym momencie tej pracy nie zdałam sobie sprawy, że jest to coś, co może dotyczyć także mnie.
Pierwszą diagnozę dostałam 4 lata temu i była to diagnoza ADHD. Wydawało mi się, że po prostu jestem niezorganizowana, robię kilka rzeczy na raz. Zmieniło się to w momencie, gdy chciałam zdać egzamin na prawo jazdy i o mały włos nie staranowałam radiowozu. Mój nauczyciel powiedział mi wówczas, że jest bezsilny, bo ja umiem jeździć, ale coś się ze mną dzieje, bo czasem jeżdżę dobrze, a czasem dziwnie. Radził mi iść do psychologa albo napić się melisy.
Pomyślałam, że muszę poszukać dalej. Przyjaciel zasugerował, żebym poszła na diagnozę. Przed drugim egzaminem na prawo jazdy byłam już na lekach i zdałam bez problemów. Grzebiąc w temacie ADHD, spędzając czas na forach i na grupach na Facebook’u trafiłam na grupę autystycznych dorosłych. Wtedy zaczęłam sobie zdawać sprawę, że to do mnie pasuje. Minęło kolejne pół roku zanim poszłam się zdiagnozować. Trudno było mi to jednak zaakceptować i próbowałam sobie wszystko mocno zracjonalizować. Ponieważ spektrum autyzmu i ADHD występują ze sobą bardzo często, nie byłam zaskoczona diagnozą. Zresztą są to dwa zjawiska mocno współwystępujące. Jak ktoś ma autyzm, to jest duże prawdopodobieństwo, że ma również ADHD, ale nie działa to tak samo w drugą stronę.
A jak było z wypaleniem zawodowym?
Przeżyłam w życiu dwa najmocniejsze epizody wypalenia zawodowego, z czego ten drugi był półtora roku temu. Trzymało mnie to przez rok i dopiero pół roku temu poczułam, że mam siłę robić cokolwiek, że widzę sens, wcześniej było to trudne. Często jest tak, że osoby wypalone jako ostatnie dowiadują się o tym, że mają wypalenie.
I ze mną też tak było. Zdałam sobie sprawę, że mam wypalenie zawodowe pracując w firmie produkującej aplikacje wspierające zdrowie psychiczne. Robiliśmy m.in. aplikację do prewencji wypalenia zawodowego i radzenia sobie z jego wczesnymi objawami. Byłam zaangażowana w badania tej aplikacji i testowanie z użytkownikami. Był to start-up i tam wszystko działo się szybko i intensywnie. Już wkrótce w trakcie pracy nad aplikacją okazało się, że wypaliła się 1/3 zespołu. Ja zorientowałam się pewnie dlatego, że nie byłam tam pierwsza, której się to przytrafiło.
Czułam cynizm, brak sensu, wycofanie z kontaktu z ludźmi w pracy i w ogóle. W związku z tym, że mam nawracające epizody depresyjne, to pomyślałam, że to pewnie to. Moi znajomi z pracy zaczęli mi zwracać uwagę, że nie mam siły, a dalej pracuję. Ostrzegli, żebym nie była kolejną osobą na zwolnieniu lekarskim. A ja zorientowałam się po paru miesiącach, że to wypalenie. Ale było już za późno i byłam w stanie tylko leżeć i spać. Dołączyła do tego depresja na kilka miesięcy. Zrezygnowałam z pracy, choć jednocześnie pracowałam na uczelni. Moja szefowa stamtąd zwróciła mi uwagę, że widzi, że się źle czuję i zaproponowała wsparcie. Przyznałam, że nie mam siły na nic. Wówczas zasugerowała mi półroczne zwolnienie lekarskie. Nie poszłabym na nie, gdyby nie ludzie, którzy pomogli mi zobaczyć, co się ze mną dzieje.
Jakie uczucia Ci towarzyszyły w trakcie i po wyjściu z wypalenia?
To był miks różnych emocji. Najważniejszym było chyba przekierowanie wkurzenia, które wcześniej kierowałam na siebie, gdzie indziej. To wkurzenie dało mi napęd do działania, kiedy jeszcze nie miałam za wiele energii. Zaczęłam szukać pracy, odbudowywać poczucie kontroli. Nie tyle podążać za wskazówkami innych osób (wszystko od "wyjedź na długie wakacje" do "idź do szpitala psychiatrycznego"), co robić to, co uważałam za zdrowe i pomocne. Dzięki powracającemu poczuciu własnej skuteczności łatwiej mi było zaakceptować to, że zdrowienie jest procesem i nie wiadomo, jak długo potrwa. Najlepszym, co mogę dla siebie zrobić, to odzyskiwać zdrowie powoli, kawałek po kawałeczku. Tak długo, jak będzie trzeba. Po pewnym czasie pojawił się upragniony spokój i powróciła umiejętność cieszenia się różnymi aspektami życia, również pracą. Otworzyłam się na relacje, wcześniej marginalizowane w moim życiu, bo przecież praca zawsze była dla mnie najważniejsza. Obecnie mam w sobie bardzo dużo spokoju. I w końcu mogę ze spokojną głową wyjechać na wakacje :)
Co przyniosła przerwa od pracy?
To była pierwsza przerwa w życiu od czasów 3 roku studiów, kiedy miałam wakacje. Później już nigdy nie miałam wolnego na dłużej niż tydzień lub dwa. Gdy doszłam do momentu, w którym mogłam tylko leżeć i spać, czyli przez 3 miesiące, pomyślałam, że jeśli dotąd się nic nie zmieniło, to czy przez 6 miesięcy się coś zmieni? Wpadłam w panikę. Mój przyjaciel zasugerował mi szpital psychiatryczny, a mój partner zaproponował, żeby zmienić otoczenie i polecieć do Tajlandii. Przez jakiś czas ważyłam opcje, ale w końcu wybrałam Tajlandię, do której poleciałam na 2 miesiące. Tam było różnie. Dalej spałam i nie miałam siły, były rzeczy, które zaczęły mnie cieszyć, ale mimo tego nie przyleciałam do Polski w najlepszej kondycji. Mogłam jednak myśleć „co dalej” i przestałam mieć wrażenie, że już nic dalej nie ma. Z opóźnieniem odczułam efekty tej przerwy. Myślę, że był to mocny reset dla mojego systemu nerwowego, bo pierwszy raz w życiu pozwoliłam sobie na przerwę. Przez ADHD mam duży problem z odpoczywaniem. Na terapii nauczyłam się i trwało to kilka lat, że można i jak można odpoczywać. Moja neuroróżnorodność sprawiła, że wypalenie zawodowe dotknęło mnie bardziej.
Co najbardziej pomogło Ci pokonać wypalenie zawodowe?
Zuzanna: Wspominałaś, że byłaś w Tajlandii, ale to chyba nie do końca pomogło. Miałaś wokół siebie ludzi, którzy Cię wspierali, czy to był główny czynnik? Czy jeszcze coś innego było pomocne?
Dopiero kiedy nieco wróciła mi energia i nabrałam dystansu do czynników, które złożyły się na doświadczenie wypalenia, byłam w stanie zaplanować, co dalej. Wymagało to wewnętrznej zgody na to, że “zdrowienie trwa, ile trwa i nie da się go na siłę przyspieszyć”.
Oczywiście mamy tendencje do tego, żeby zmuszać się do przyspieszania tych procesów, bo musimy za coś żyć. Paradoksalnie, w procesie powrotu do zdrowia bardzo pomogło mi to, że zaczęłam szukać pracy, ale już na innych zasadach niż wcześniej. Uznałam, że kluczowe dla mnie jest to, żeby znaleźć środowisko pracy, które będzie wspierające i zapewni mi autonomię. Znalezienie takiego miejsca zajęło mi pół roku, ale udało się. Podczas pracy nad aplikacjami, poprawianiem cv i rozmowami kwalifikacyjnymi na nowo zdałam sobie sprawę z tego, jakie mam umiejętności, jakie są moje mocne strony i że są to zasoby, z których mogę czerpać. Było to o tyle ważne, że za sprawą wypalenia straciłam wiarę w swoje umiejętności, a moja samoocena szorowała po dnie.
Kolejnym ważnym czynnikiem było skorzystanie z pomocy specjalistycznej. Tutaj szczególnie pomogła mi dobrze dopasowana farmakoterapia i konsultacje u psychotraumatologa. Psychoterapia własna i grupowa. Mam poczucie, że bardzo otworzyła mnie na ludzi i słuchanie ich.
Kluczowe jednak było wsparcie od bliskich osób. Tych samych, od których właściwie odcięłam się przez większość mojego ciemnego okresu. To zabrzmi banalnie, ale okazało się, że są osoby, na które zawsze mogę liczyć, a co ciekawe - byli to nie tylko moi najbliżsi przyjaciele i rodzina, ale również osoby, z którymi nie znałam się tak dobrze, ale wiedziały o mojej sytuacji i autentycznie troszczyły się o moje zdrowie. Byłam szczęściarą, mogłam liczyć na wsparcie emocjonalne, finansowe i organizacyjne.
Z kryzysu wyszłam ze sporymi długami, trudnymi doświadczeniami i przewlekłymi problemami zdrowotnymi, ale znacznie silniejsza. Byłam w ciemnym miejscu, ale wiem jak z niego wrócić. Rok po tym doświadczeniu po raz pierwszy w moim życiu czuję, że wszystko jest na swoim miejscu. Mam fajną, różnorodną pracę, wspaniałego partnera, cudownych przyjaciół, lepsze relacje z rodzicami oraz przestrzeń na lepsze dbanie o siebie. Teraz pracuję nad tym, żeby nie zawrócić z tej drogi i nie pozwolić na to, żeby w moim życiu pojawiały się czynniki, które wcześniej doprowadziły mnie do wypalenia. To jest trudne, ale teraz jestem na nie bardziej uważna i nie ignorujęsygnałów alarmowych wysyłanych przez moje ciało.
Anna: Myślę, że złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze (i chyba najważniejsze) przestałam się wkurzać na to, że ciągle czuję się źle i zadałam sobie pytanie “co mogę zrobić, żeby poczuć się lepiej”. I nie chodziło o podążanie za sugestiami innych osób, tylko przyjrzenie się temu, co według mnie najlepiej mogłoby mi pomóc. Dzięki temu powoli odzyskiwałam poczucie kontroli, a to jest najważniejsze przy wychodzeniu z depresji i wypalenia zawodowego. Tyle że zajrzenie wgłąb siebie wymaga czasu i energii, więc nie da się tego zrobić ot, tak. Musiałam na kilka miesięcy praktycznie wyłączyć się z życia, żeby do niego wrócić.
Dopiero kiedy nieco wróciła mi energia i nabrałam dystansu do czynników, które złożyły się na doświadczenie wypalenia, byłam w stanie zaplanować, co dalej. Wymagało to wewnętrznej zgody na to, że “zdrowienie trwa, ile trwa i nie da się go na siłę przyspieszyć”.
Oczywiście mamy tendencje do tego, żeby zmuszać się do przyspieszania tych procesów, bo musimy za coś żyć. Paradoksalnie, w procesie powrotu do zdrowia bardzo pomogło mi to, że zaczęłam szukać pracy, ale już na innych zasadach niż wcześniej. Uznałam, że kluczowe dla mnie jest to, żeby znaleźć środowisko pracy, które będzie wspierające i zapewni mi autonomię. Znalezienie takiego miejsca zajęło mi pół roku, ale udało się. Podczas pracy nad aplikacjami, poprawianiem cv i rozmowami kwalifikacyjnymi na nowo zdałam sobie sprawę z tego, jakie mam umiejętności, jakie są moje mocne strony i że są to zasoby, z których mogę czerpać. Było to o tyle ważne, że za sprawą wypalenia straciłam wiarę w swoje umiejętności, a moja samoocena szorowała po dnie.
Kolejnym ważnym czynnikiem było skorzystanie z pomocy specjalistycznej. Tutaj szczególnie pomogła mi dobrze dopasowana farmakoterapia i konsultacje u psychotraumatologa. Psychoterapia własna i grupowa. Mam poczucie, że bardzo otworzyła mnie na ludzi i słuchanie ich.
Kluczowe jednak było wsparcie od bliskich osób. Tych samych, od których właściwie odcięłam się przez większość mojego ciemnego okresu. To zabrzmi banalnie, ale okazało się, że są osoby, na które zawsze mogę liczyć, a co ciekawe - byli to nie tylko moi najbliżsi przyjaciele i rodzina, ale również osoby, z którymi nie znałam się tak dobrze, ale wiedziały o mojej sytuacji i autentycznie troszczyły się o moje zdrowie. Byłam szczęściarą, mogłam liczyć na wsparcie emocjonalne, finansowe i organizacyjne.
Z kryzysu wyszłam ze sporymi długami, trudnymi doświadczeniami i przewlekłymi problemami zdrowotnymi, ale znacznie silniejsza. Byłam w ciemnym miejscu, ale wiem jak z niego wrócić. Rok po tym doświadczeniu po raz pierwszy w moim życiu czuję, że wszystko jest na swoim miejscu. Mam fajną, różnorodną pracę, wspaniałego partnera, cudownych przyjaciół, lepsze relacje z rodzicami oraz przestrzeń na lepsze dbanie o siebie. Teraz pracuję nad tym, żeby nie zawrócić z tej drogi i nie pozwolić na to, żeby w moim życiu pojawiały się czynniki, które wcześniej doprowadziły mnie do wypalenia. To jest trudne, ale teraz jestem na nie bardziej uważna i nie ignorujęsygnałów alarmowych wysyłanych przez moje ciało.
Co najbardziej przyczyniło się u Ciebie do wypalenie zawodowego?
Największy kawałek to brak prewencji − wielowymiarowego dbania o siebie. Wjeżdża mi tu autystyczne myślenie: przez wiele lat trudno było mi się skupić na czymś innym niż praca. Zawsze robiłam rzeczy mające dużą wartość społeczną lub edukacyjną. Nie było nad tym zbyt wielu rozważań, dlaczego to robię. Inni ludzie mają życie społeczne lub hobby, a moje hobby od razu zaczynało sieęmoją pracą. Brakowało mi asertywności. Brałam różne rzeczy, bo były ciekawe, a ich realizacja nie pozostawiała przestrzeni mentalnej na nic innego. Pilnowałam jedynie tego, żeby się porządnie wyspać. Bardzo niewiele czasu poświęcałam na aktywność fizyczną, dbanie o relacje czy odpoczynek. Mając trzy prace wszystko stało na jednej nodze.
Odkryłam, że jeśli chce się mieć pełne życie i mniej ryzyka, to dbanie o siebie powinno być priorytetem. Sen, jedzenie, relacje, czas wolny, czas dla siebie. A ja robiąc coś nieproduktywnego od dzieciństwa miałam wyrzuty sumienia. Jak czytałam książkę, to musiała to być książka popularnonaukowa, jak serial, to też ambitny, a nie tylko dla zabicia czasu. Czasem myśląc o tym przewracam oczami z przerażeniem jak wąskie to było ujęcie. W przeciągu paru lat bardzo się to zmieniło i dziś widzę, że to wcześniejsze życie nie było dla mnie dobre.
Często mając poczucie nieadekwatności wynikającej z tego, że jesteśmy inni, możemy mieć tendencję robienia czegoś dla innych, aby nas zaakceptowali. Jeśli się nauczymy, że akceptują nas tylko jeśli jesteśmy “jacyś”, a nie “sobą”, to jest to problematyczne. To kim właściwie jesteś w swojej głowie, jeśli odmówisz innym? Niewarty ich akceptacji? Kolejną cechą jest bycie Zosią Samosią i przekonanie, że nikt inny nie zrobi czegoś tak dobrze jak my. Łączy się to z tym, że nie chcemy robić innym problemu, albo prosić o pomoc.
Co zmieniłaś w swoim życiu po wypaleniu zawodowym?
Nie wróciłam do takiego samego wymiaru pracy. Miałam tendencję do brania na siebie nierealistycznej ilości zadań. Nie miało to żadnego sensu, bo i tak ciągle z czymś nie dawałam rady. Więc postawiłam za cel, że chciałabym znaleźć wartościową pracę w organizacji, która szanuje to, że ludzie mają różne sfery życia i aktywnie wspiera, nie tylko w mowie, ale i w działaniach. Po półrocznych poszukiwaniach znalazłam organizację zajmującą się edukacją. Dziś prowadzę badania z nauczycielami i uczniami, a zespół jest mocno nastawiony na pracę z sensem i prewencję wypalenia. Jest założenie, że każdy jest odpowiedzialny za swój kawałek zadań, a jak ma trudność, to pyta innych. Nie ma nadmiernych spotkań czy micro-zarządzania. I w ten sposób można w praktyce osiągać biznesowy sukces: pracownicy pracują i chce im się pracować, nie ma tabu związanego z zaburzeniami psychicznymi, jest jasno powiedziane, że neuroróżnorodność to jeden z najważniejszych aspektów tej organizacji. Jak dowiedziałam się, że ta organizacja będzie dla mnie dobra? Sprawdziłam ich stronę i wartości, oraz jak je realizują. Podczas siedmiu rozmów rekrutacyjnych zadawałam pytania związane z wartościami i otrzymywałam bardzo spójne odpowiedzi. Miałam wiele rozmów rekrutacyjnych, a podczas tej z wszystkimi osobami, miałam poczucie, że brzmi to dobrze i przekonująco. Bardziej świadomie podchodzę do tego, co robię ze swoim czasem i zdrowiem.
Teraz najbardziej się skupiam na tym, aby pracować wolniej, ale dokładniej. Jest to praca zgodna z wartościami i rozszerzenie zakresu świadomości, że w życiu są różne strony i praca jest tylko jednym z elementów i niekoniecznie nas definiuje.
Cały czas buduję pozostałe sfery swojego życia. Wróciłam do kontaktu z przyjaciółmi z dawnych lat, z którymi urwał się kontakt przez mój pracoholizm. Mój partner bardzo mi pomaga, bo on trochę wcześniej niż ja zmagał się z wypaleniem i bardzo mi pomógł w zauważeniu co się dzieje i wytłumaczył mi, że nie muszę robić wszystkiego i muszę coś wybrać.
Pomogło mi też narzucenie sobie w życiu trochę struktury, bo pomaga mi to trzymać życie w ryzach.
Czy masz dziś jakieś trudności w komunikacji z innymi, mówieniem wprost o swoich problemach?
Ja lubię komunikację wprost, więc jeśli w pracy pojawiała się polityka, gierki i dziwne komunikaty, nie rozumiałam o co chodzi. Trochę można się nauczyć znaczenia takich komunikatów, ale najbardziej pomogło mi to, że w moim zespole powiedziałam, że lubię komunikację wprost, taki mam styl i jeśli powiem coś zbyt ostro lub dyrektywnie, proszę o zwrócenie mi uwagi. Wypowiadam się wprost, bo trudno mi rozumieć komunikaty nie wprost. I to działa.
Spóźnialstwo to druga cecha, będąca źródłem stresu. Robię, co mogę, żeby się nie spóźniać, ale uprzedzam, że może się to wydarzyć i nie jest to brak szacunku. Dlaczego się spóźniam? To coś niesamowitego. To coś dziwnego z poczuciem czasu… nawet jeśli sobie wyliczę, ile trwa dana czynność, to potem dzieje się coś dziwnego, zawieszam się na jakimś temacie i okazuje się, że już jest za późno; albo gubię klucz do domu i szukam go przez kwadrans. Jest to bardzo typowe zachowanie dla ADHD. Staram sobie z tym radzić jak mogę, np. poprzez ustawianie timer’ów na wszystko, żeby liczyć czas, żeby wiedzieć, która jest godzina. Muszę sprawdzić, co jest do osiągnięcia z tym mózgiem, który mam i wiedzieć, że są czynności, z którymi sobie nie poradzę − jak np. dzwonienie do nieznanych osób jako telemarketer. Nie ma co starać się przezwyciężać tych czynności, tylko sprawdzić i ocenić, co jest dla mnie ważne i co mi pomoże; co mogę zrobić, żeby mi było łatwiej, albo żeby łatwiej było osobom w moim najbliższym otoczeniu.
Na czym polega wspieranie neuroróżnorodności?
Polega głównie na diagnozie ADHD i spektrum autyzmu osób dorosłych. Wsparcie psychologiczne obejmuje różne kwestie, najczęściej adaptacji do życia po diagnozie, praktycznego radzenia sobie z trudnościami z ADHD lub spektrum autyzmu oraz pracy nad relacjami społecznymi, organizacją pracy.
Jak długo trwa terapia, aby przyniosła skutek?
Różnie, zwykle od 3 do 12 miesięcy, ale zdarza się, że terapia trwa nawet 2 lata i pracujemy wówczas nad sprawami codziennymi. Najwięcej pracuję z poczuciem winy i nieadekwatności. Często, zwłaszcza osoby z ADHD, stosują strategie kompensacyjne, żeby trochę zmniejszyć swoje problemy, np. poprzez perfekcjonizm. Większość osób ma współwystępujące zaburzenia lękowe lub depresje. Wówczas sugestie w stylu: „weź się w garść” lub „zacznij prowadzić kalendarz” nie działają.
